wtorek, 29 listopada 2016

Znaj, mości chamie, co to szabla. Szabla to jest szlachecka broń

   Jeżeli  miałbym  wskazać   Polską  broń  narodową   to zdecydowanie  będzie  to szabla.   To  już   nawet  nie  broń  to  symbol , wszak  jest  wymieniona  w   hymnie  narodowym .  Łagodnie   wygięta  klinga   z   obusiecznym    piórem (ostatni  odcinek  ostrza),  do  tego  rękojeść   kabłąkiem  osłaniającym  dłoń  i  typowo  Polskim  wynalazkiem  „paluchem”   czyli  specjalną  obrączką  osłaniającą  kciuk.   Najważniejszy  w szermierce  palec ,  bez  przeciwstawnego kciuka  nie  da  się   utrzymać  szabli  w  ręku.

Generalnie   jakoś  szczególnie    szabla  mnie  nie  interesowała.   Jawiła  mi  się  przede wszystkim  jako   kawalerzystów.   A  sam  konno  jeździć  nie  potrafię ,  a  i  w grach  bitewnych preferuje  raczej  armie  oparte  na   silnej  zdyscyplinowanej  piechocie.  Na   ubiegłorocznym  Falkonie   przypadkiem  trafiłem na  książkę  „Ostatni  Honorowy”   Jacka  Komudy.  Nie  będzie  przesadą  stwierdzenie  iż szabla   jest  jednym  z  bohaterów   tej  powieści.   Oczywiście  nie  dało  się  uniknąć  paru  błędów .  Przykładowo  szermierz  z  rapierem  nie  mógł  przywodzić na  myśl  grafiki  z  traktatu  Talhoffera  gdyż   ten  został  spisany   zanim  w  Europie   rapiery  się  pojawiły.  Opisy   pojedynków   sanacyjnych oficerów,   brawurowe  starcia   na  szable z  opisami  pełnymi   mniej lub  bardziej  profesjonalnych terminów .  Do  tego  doszedł  jeszcze  jeden argument  .   Wówczas  od  około  miesiąca  trenowałem   walkę  mieczem  długim   i  zauważyłem  że   muszę  poprawić  refleks .  A  że  szabla   jest  bardzo szybka,  zdecydowałem  się  zacząć  treningi  z szablą  by  właśnie  ciut  refleksu  nabyć.
Kolega  z  grupy  szermierczej   miał   już  doświadczenie  z  szablą.  Skombinowaliśmy   palcaty  i  jazda.   Na  początek   postawa  szermiercza.  Mocno  ugięte   nogi   ,  prawo  jako  wykroczna   ,   bokiem  do  przeciwnika   z   szablą  przed  sobą   trzymaną  w  pierwszej  zasłonie  (  Pierwsza  zasłona   chroni  prawy  bok   i  bark ,  jest  przy  tym  wyjściową  postawą od  której  zaczynamy  walkę) .   Pierwsze   wrażenie ?  „Jakie  to  jest  niewygodne  i  nienaturalne”   pierwsze  treningi  były  naprawdę  ciężkie   trudno było  mi  przyzwyczaić  się  do  totalnie  odmiennej  postawy  niż  ta  znana  mi  z  miecza  długiego.  W  końcu  jednak  zacząłem  się  przełamywać   i  doceniać  możliwości  jakie  niesie  postawa  szablisty  zwłaszcza  znakomity  balans  ciała.
  
Dalej  przyszła  pora  na  podstawowe   ataki  szablą.   Podobnie  jak  w  walce  mieczem   cięcia  tworzą   coś  na  kształt   gwiazdy.  Nie  ma  tylko  cięcia  pionowego  z  dołu  w  górę.  Jest  to  dość  zrozumiałe  z  uwagi  to  iż   poza  piórem  tylec  szabli  jest  tępy.   Poza  kierunkami  dochodzą  3  „rodzaje”   cięć.   Pierwsze   to  szybkie  cięcie   „z nadgarstka” .  Atak  taki   wykonuje  się  bardzo  szybko  prostując   ramie   i  nadając  szabli  pęd  ruchem  nadgarstka.   Świetny  atak  by  kogoś  „spunktować”    zwłaszcza   jeżeli   ktoś  dysponuje  dobrym refleksem.   Wydaje  mi  się  że   cięcie   na  nadgarstka  może  się  też   sprawdzić   jako   szybki  atak  stopujący  wykonywany  w przeciwtempie (  rodzaj  akcji  szermierczej  polegający  na  wykonaniu  szybkiego  ataku  w  momencie  gdy  przeciwnik  zaczyna  natarcie,  jest  to  niejako  odpowiedź  atakiem  na  taka).  Minusem  cięć  z   nadgarstka   jest  ich  mała  siła.  Dalej  poznałem  cięcie  „z  łokcia” .  Przy  tej  technice   to  właśnie   łokieć  i  przedramię   nadają  szabli  pęd.   W  praktyce  najczęściej  używane  cięcie  w  walce  pieszej    jest  co  prawda  wolniejsze  niż  cięcie  z  nadgarstka  jednak   zauważalnie  mocniejsze.  W  praktyce   w  późniejszych  sparingach   używałem   głównie  cięć  z   łokcia (oraz   nadgarstka )  .  Ostatni  rodzaj    cięcia   to  szerokie   zamaszyste  cięcie   z  całego  ramienia.  Cięcie  zdaje   się  dominujące  w  walce   konno.  Wydaje   mi  się  raczej  mało   użyteczne  w  walce  pieszej   cięcie  dość  wolne   ale  połączone  z  wypadem  daje  spory  zasięg. 
   Po  cięciach  przyszła  pora  na  zasłony   różnie  bywają  numerowane   ale   jest  ich  6.  Można  powiedzieć  z  grubsza  iż    jest  to  zasłonięcie   potencjalnej trajektorii  cięcia   przeciwnika  własną  bronią  . Zasłony  bywają  różnie  numerowane   na  potrzeby tego  tekstu   przyjmę  numeracje  jaką  wprowadził  kolega  uczący  mnie  szabli.  Pierwsza  zasłona   jest  jednocześnie   postawą wyjściową  do  walki   zasłania  prawy   bok   i  bark .  Dalej   jest   zasłona  druga   chroniąca   prawą  część  ciała  od  pasa  dół.   Zasłony  3  i  4   chronią  te  same  partie  lewej strony  ciała.   Zasłona   5  i 6  chroni  natomiast   głowę   i   ramiona .    Z  tego  co się  zorientowałem   tematyka  stosowania  klasycznych  statycznych  zasłon  jest  mocno  dyskutowana  w środowisku  szablistów .    Ciekawym  temat   są  pchnięcia   wykonywane  szablą .  Z  uwagi  na  krzywiznę   klingi  szablowej  która  pozwala  po łuku  wymijać  blok  przeciwnika . 

    I  w  tedy  zaczęły  się  sparingi .  Początki  były   dość   trudne.  Dostawałem  straszne  lanie  oj  trochę  to trwało  zanim  zacząłem   łapać   tak  specyficzną  dla  szabli  mechanikę  ruchów.  Ciężko było  przywyknąć   do  zupełnie  odmiennej  od  miecza  długiego  pracy  nóg.  Po  pewnym czasie   całkiem   intuicyjne   stało  się  przechodzenie  od  zasłony  co  cięcia.  W  sposób  naturalny  zaczęły  dominować   cięcia  z łokcia  i   nadgarstka.    W  zasadzie  na  tym  zakończyła   moja  bardziej systematyczna  nauka  walki  szablą .  Ale  bynajmniej  nie  był  to  koniec  mojej  przygody  z  tą  bronią  .   Bo  chyba  to  właśnie  szablą   najczęściej  walczę  w  sparingach .   Wydaje  mi  się  wobec  tego  iż  mój  styl  władania  szablą  przypomina  bardziej  rembajłe  z  dzikich  pół  zaprawionego  w  bojach  i  rozbojach  jak step  długi  i szeroki,  niż   szkolonego  na   dworskich  parkietach  szermierzy .   Ciekawą  sprawą  jest   to  jak   zmieniał  się  ów  styl  wraz  z  nabywanie  wprawy  . 

 Po  pierwsze  coraz  rzadziej   zdarzało  się  używać  statycznych  zasłon.  W  zasadzie  podstawowym  sposobem  obrony stało  się  operowanie  dystansem    i  unikanie  ciosów .  W  sumie  nieco  instynktownie  zacząłem  też  stosować  zbicia   (akcje  szermiercze  gdzie  uderzeniem  swojej  klingi  zbijamy  ostrze  przeciwnika  z  trajektorii  ciosu).   Statyczna  zasłona  pozostała  w  zasadzie  jako   ostatnia  deska  ratunku .  Długie  wymiany  ciosów   są  może  efektowne  na  pokazach  lecz  w  walce  sparingowej zdarzają  się  rzadko.  Czasami   dochodzi  do  sytuacji  gdy  podczas  ataku  przeciwnik  przyjmuje  cios  na  statyczną  zasłonę  lub  zbija   i  od  razu  przechodzi  do  riposty    zamiast   wycofać  się   można  spróbować   przyjąć  cios  na   zasłonę  i  od  razu  ripostować .  Zazwyczaj  taka  wymiana   sprowadza  się  do 2-4  cięć ,  jeżeli  nie   przyniosą  rozstrzygnięcia   najlepiej  odskoczyć  w  dystans.  
  Zauważyłem  iż  stopniowo  poprawił  mi  się  refleks  im  więcej   rąbie  szablą .  Z  czasem  pojawił  się  automatyzm  działania .  Wspomniane  wyżej  wymiany  są   naprawdę  błyskawiczne. To  kwestia  sekund   ruch  szabli  jest  trudny  to  uchwycenia.  Można  zatem  powiedzieć  iż  trening  szablowy  spełnił   pokładane  w  nim  nadzieje . 

  Zacząłem  też  sporo  czytać  o walce  szablą  .  Im  bardziej  przybywało  mi  wiedzy  tym  bardziej  zacząłem  dostrzegać  złożoność   problemu.    Cały system  opierający  się   o  zasłony  statyczne  i cięcia  to zazwyczaj   szermierka  XIX  wieczna  w  konwencji  oficerskiej .  Siłą  rzeczy  był  to system  mocno  uproszczony   kładący  nacisk  na  szybkie  i efektywne  nabycie   podstawowych umiejętności  szermierczych.   Jak  zatem  władano  szablą  w  XVII  wieku  ?  Prawda  jest  taka  że  wiemy  o  tym   bardzo  mało.  


W  Polsce   próby  rekonstrukcji   Polskiej tradycji  walki  szablą  podjęli  się  Sieniawscy .  Starają  się  oni  odtworzyć  właśnie  sztukę  krzyżową   czyli  polską  szkołę  szabli.  W  wielkim skrócie   jest   technika  walki   stawiająca   na  stosowanie  szybkich  cięć  krzyżowych  .  Cięcia  są  tam  zarówno techniką  obrony  jak  i  ataku .  Szabla  pozostaje  w ciągłym  ruchu   zarówno   zagrażając  przeciwnikowi  jak  i  zbijając  jego ataki.  Typowa  statyczna  zasłona   pojawia  się  tam  bardzo  rzadko  jako element  podejścia  do  przeciwnika.
 Sekcje   szabli  polskiej prowadzi  również   grupa  Silkfencing.  Starają  się  oni  na  podstawie  zachowanych  źródeł  zrekonstruować  techniki  użycia  szabli  polskiej . 
 Generalnie  każdemu  zainteresowanemu szermierką  polecam zainteresowanie  się  szablą .  Fechtunek  szablowy  znakomicie  rozwija  refleks   i   pozwala   znacznie  uelastycznić  nadgarstki .   Poza  tym  to  fajne  nawiązanie  do  naszej  narodowej  tradycji .  Zatem    szabla  w  dłoń   i  bij  kto w Boga  wierzy .

piątek, 11 listopada 2016

Przemyślenia młodego szermierza

   Mija   już  prawie   rok  odkąd   zacząłem  parać  się   szermierką   historyczną. Muszę  przyznać  iż   jeżeli  walkę  na  miecze  znało  się  wcześniej  z  kina, literatury,  gier  komputerowych   można  przeżyć  mały  szok .  Bowiem  prawdziwa   europejska  sztuka  walki  mieczem  długim   bardzo  mocno  odbiega   od    tego  co  serwuje  nam  popkultura.   Niniejszy  tekst  nie  będzie  poważna  publikacją  na  temat  nauki  europejskiego fechtunku,  moją  ambicją  jest  raczej  podzielić  się  przemyśleniami  początkującego  szermierza.


Pamiętam   jak  pierwszy  raz  dostałem   na  treningu  miecz .  Prosty  europejski  miecz  długi    znany  w  Niemczech  jako Grosse Schwert ,   zaś  w  Itali   nazywany  Spadone .  Prosta  obusieczna  klinga ,  krzyżowy  jelec   i  głowica  z   „talarem”.   Pierwsze  co  zaskakuje  to  waga  miecza ,  jest  on   naprawdę  lekki   i  pozwala  na zadziwiająco  finezyjną  szermierkę.  Miecz  taki   zazwyczaj  waży  około  1,5  kilograma.   Jeszcze  bardziej  zaskoczony  byłem  gdy  dostałem  federschwert  (miecz  piórowy)  czyli  rodzaj  treningowo-sparingowego  miecza  popularnie  zwany  federem.   Wyważenie   i   jakość  wykonania  tej  broni   zrobiła   na   mnie  spore  wrażenie  ,  zwłaszcza   po  kilku  miesiącach  trenowania  gorszej  jakości  bronią.   
   Pierwszy  trening   dość  mocno  zapadł  mi  w pamięć.  Poznałem   na   nim   absolutne  podstawy   walki  mieczem   czyli   4  podstawowe   postawy  szermiercze   wspólne   wszystkim  szkołom.  Postawy   to  konkretny  sposób   ułożenia  ciała  i broni  w  walce,   nie  jest  to jednak  coś  stałego  i niezmiennego.   W  walce   szermierz   działa  od  postawy  do   postawy  zmieniając   je  i  kontrując   zamierzenia  przeciwnika.    Każda  z  nich   chroni  konkretne  partie  ciała     jednocześnie  odsłaniającą  na  atak  inne .   Przykładowo  postawa  „z  dachu”  jest  najbardziej  agresywna   pozwala   na  szybki  atak  bez  sygnalizowania  go  wcześniejszym ruchem,   z  kolei  postawa  „pługa”  jest  najbardziej  defensywna  ale  z drugiej  strony  nie  sposób  z  niej  atakować  inaczej  niż  pchnięciem ,  bez  zmiany postawy 

Kolejnym  elementem   poznanym  na  treningu  były  podstawowe  ataki  czyli   8  cięć.    Wyróżnia  się  4  trajektorie  cięć   po  których  można  prowadzić  ostrzę   na  2  kierunkach  (góra- dół,  dół-góra)   co  w  efekcie  dalej  8  cięć    których  trajektorię  tworzą   ośmioramienną  gwiazdę. 
 Na  kolejnych  treningach  poznawaliśmy  kolejne  techniki   z  traktatów  dawnych   mistrzów.   Poznaliśmy  sposoby  obrony  przed  cięciami   i  pchnięciami.  Sposoby   kontrowania  takich  ataków  i  wyprowadzenia  ich.  Trenowaliśmy  sposoby  obrony  (rozumianej  jako  nie  tylko  zablokowanie  ciosu  przeciwnika  ale  jednoczesne  trafienie  go)  ze  wszystkich  podstawowych  postaw.   Znalazło  się  też  miejsce  na   techniki  opierające  o  „pracę  na  ostrzu”  czyli  akcje  szermiercze   wykonywane   podczas  kontaktu  własnego  ostrza  z  ostrzem  przeciwnika,  zazwyczaj   opierające   o  pchnięcia   lub  kontrowanie  tychże  pchnięć.   Trenowaliśmy  też   akcje  polegające  na  sprowokowaniu  (po  przez  markowanie  ataku  lub  świadome  opuszczenie  broni) przeciwnika  do  wykonania   konkretnego  ataku  na który  byliśmy  przygotowani
Wreszcie  przyszedł czas  na  „uderzenia  mistrzowskie”   5  specjalnych   technik  pozwalających  zakończyć  walkę  jednym  ciosem.  W  międzyczasie   znalazło  się  też  miejsce  na  opracowanie   układu  choreografii  walki  na  potrzeby  lubelskiej  nocy  kultury. 


  To  co  najpierw   rzuciło  się  w oczy  gdy  skonfrontowałem   to  czego  nas  uczony z  filmowymi  pojedynkami  ,  to  zupełnie  inna  dynamika  walki.   W   filmach  bohaterowie  nieustannie  wymieniają  ciosy.  Całość  odbywa  się   wedle  prostego  schematu    zasłona-  odpowiedź  ,   zasłona- odpowiedź   aż  w końcu  któryś   trafi  .   W  praktyce   wymiana  ciosów   to   krótki  epizod  w  walce.  Dużo  więcej  czasu  zajmuje   podchodzenie  do  walki.  Obaj  szermierze  starają  się  uzyskać  lepszą pozycje  do  ataku  ,  krążą  wokoło  siebie ,  zmieniają  postawy,  skracają  i  zwiększają dystans.  Gdy  któryś  uzyska   dobrą   pozycje  do ataku  rusza  do  natarcia.  Jeżeli  żaden  z  walczących  nie  uzyska  trafienia  zazwyczaj  ponownie  odskakują  w dystans  i  starają  się  uzyskać  lepsze dojście  do ataku.   W  filmach  często  wojownicy  stosują  twarde  zasłony  gdzie  przyjmują ciosy   „ostrzem  w  ostrze”.  W  praktyce   istnieje  wiele  technik  obrony.  Można   bronić  się  samą  praca  nóg  wykonywać  uniki   odskakiwać  w dystans  ,   schodzić  z  linii  ciosu,    zbijać   nadlatujące  ostrze (dynamicznie  zbijać  klingę  przeciwnika   własnym atakiem)   a  nawet   jeżeli  już  parujemy  twardą statyczną  zasłoną  to  własną klingę   najlepiej  ustawić  pod  kontem  45 stopni  by  energia  kinetyczne  uderzenia   lepiej  się  rozkładała.   
 Tak  właśnie   minął  pierwszy  rok   treningów   podczas  których  zapoznałem  się  z  podstawami  szermierki  mieczem  europejskim  .  Zdecydowanie   będzie  jeszcze  wiele   takich  lat   podczas  których  w  naszej grupie  będziemy  doskonalić   umiejętności  władania  mieczem .

środa, 9 listopada 2016

Falkon 2016

     Falkon   Falkon  i  po  Falkonie. cały  rok  czekania   i  3   dni  festiwalu.  Pierwszy  raz   byłem  tam  w  roli  twórcy  programu.  Jako  członek  lubelskiej  grupy  szermierczej  "Wilk"   było  współprowadzącym  warsztaty  z  szermierki  europejskiej  mieczem  długim.  Niestety  w  tym  roku   Falkon  wybitnie  nie  dopisał   pod  kątem  gier  bitewnych.  Szkoda  że  nie  pojawili  się chłopaki  od  Afterglow .  Natomiast   brawa   dla  ekipy  od  Napolona   gdyż  przyjechali  aż  z  Wrocławia.  Także   tegoroczny  Falkon upłynął   pod   znakiem  szermierki.


    Na  początek  małe  wyjaśnienie.  Nie  param  się  rekonstrukcją   historyczną   w   naszej  grupie  ćwiczymy  wyłącznie fechtunek  jednak   stroje  przynajmniej stylizowane  na  historyczne  są   niestety  koniecznością .  Zdaje  sobie  zatem  sprawę  że   strój  jaki  przywdziałem  na  Falkon  to  bardziej  konwencja  LARPowa   a  całość   przyprawi  wytrawnych rekonstruktorów  o  salwy  śmiechu  jednak  jestem  dość  zadowolony  z  całości.    W  założeniu  miał  to być  strój  wzorowany  na  renesansowym  stroju   męskim.   Koszula   dość  obszerna  z  bufiastymi  rękawami  i stójką  była  wzorowana  własnie   na   koszulach  renesansowych.  Spodnie  to  (uwaga  proszę  się   nie  śmiać)   przerobione  dres    właśnie  dlatego  przewiązałem  się szarą   w pasie  by  nie  było  widać  że  to desy.  Dalej  są  getry  piłkarskie  i  buty   za  5 zł  z lumpeksu   zaś  przy  pasie   mój  wierny  feder.   Trochę  dziwnie  się  czułem   na  początku paradując  w  tym stroju  po  hali  wystawowej   ale   po  pewnym  czasie   już   przyzwyczaiłem  się  do   tego  stroju  i  ciężaru  miecza  przy  pasie  po  czym  z  dłonią  opartą  na  głowicy  miecza  dumnym krokiem  ruszyłem  na  podbój  Falkonu.



Pierwszy   dzień  Falkonu  to  jak  zwykle   rozgrzewka    powoli  pojawiali  się wystawcy.  Szczególnie   fajnie  prezentowało  się stoisko  kowala   pierwszy  raz  na  żywo  widziałem  noże  kute  z  damastu. Ostatecznie  pod  długim  namyśle  nabyłem  ręcznie  kuty  nóż  kabłąkowy.  Jednym  z  ciekawszych  punktów   pierwszego  dnia  był  pokaz   walki  na  szable   lubelskiej  grupy  In Vino  Veritas .

Drugi  dzień  upłynął  już  mocno  pod  znakiem  szermierki  na  początek  o  10  do  12  prowadziliśmy   warsztaty  z  szermierki  europejskiej  które  cieszyły  się  całkiem niezłym  zainteresowanie.
A  później   zaczęły  się  pojedynki  na  Falkonowej  arenie   turnieju  walki  na  broń  bezpieczną.  Długo  się  wahałem  czy wystartować  ostatecznie  postanowiłem  spróbować  swoich  sił.   Do  listy  zawodników  wpisałem  się  jedynie  imieniem  i  nazwiskiem  gdyż   nie  miałem  żądnej  stylowej  ksywki.  Sędziowie  areny  nazwali   mnie   zapewne  z  uwagi  na  mój strój  "Człowiek   z  zachodu".  Pierwsza  walka   była   dość  prosta  przeciwnikiem  był   falkonowicz  nie  trenujący wcześniej  szermierki  zatem  walka  nie  stanowiła  wielkie  wyzwania  jednak   nie  była  wcale   tak  jednostronna  jak  można  by  się  spodziewać  gdyż   trafił  w  walce  raz   mnie  trafił.   W  kolejnej  walce   było  już  gorzej  moim  przeciwnikiem  był  wieloletni   mistrz  areny znakomity  zamojski  szablista  zdaniem   wielu  jeden  z   najlepszych  szermierzy  w  kraju.  Miałem już  okazje  z nim  walczyć   podczas  turnieju   Teatru  miecza  w  Świdniku  wówczas  przegrałem  walkę  3  do  10.  Tym razem  walkę  przegrałem  6  do  1   cóż  zważywszy  na klasę  zawodnika   cieszę  się  iż  zdobyłem  w  tej  walce  trafienie.  Kolejną  walkę  stoczyłem   z nieznanym  mi falkonowiczem,  zdaje  się  iż  nie  miał  on wcześniej doświadczenia  z szermierką  jednak   był   bardzo  ruchliwy  i   nieco  kłopotów   mi  sprawił   jednak  finalnie  walkę  wygrałem  do  0 .  Ogólnie   w  eliminacjach  osiągnąłem  na  tyle  dobry  wynik  by  znaleźć  się  w  finałowej  ósemce.  No  i w  tedy  zaczęło  się  dziać .  Dla  finalistów  ustawiono  coś  w  rodzaju trybuny  honorowej.  Prowadzący  finał   podkręcał  atmosferę  opowiadając  o  walkach  eliminacyjnych  i   prezentując   finalistów .



Totalnie  nie  miałem  pomysłu  jak  się  zaprezentować   więc  improwizowałem.   Przedstawiłem  się   jako  uczeń  szkoły  fechtunku  wędrujący  po  Europie.  Wykonałem  salut  szermierczy  w stronę  widowni  i  sędziów  po czym  wróciłem  na swoje  miejsce.   Niebawem  przyszła  pora  na  moją  pierwsza  walkę  w  finale.  Okazała   się  że  moim  przeciwnikiem   był jeden  z faworytów   do  tytułu  mistrza  areny.  Była  to  długa   i  wyrównana  walka   sędziowie  z  bardzo  żywo  ją  komentowali.  Najciekawsze  była   sytuacja  gdy  w  przez    około  3  minuty  walki   żadnemu z  walczących  nie  udało  się  uzyskać  trafienia.  Początkowo  chciałem  walczyć   trzymając  miecz  w  jednej  dłoni  jak szablę   potem  jednak   zmieniłem  koncepcje  i  do  końca  walki  posługiwałem  mieczem  jak   mieczem  długim.  Krążyliśmy  wokoło  siebie  kontrując   się  nawzajem  postawami   wyprowadzając  kolejne  ataki   i   zasłony .  Ostatecznie  walkę  przegrałem   tym  samym  kończąc   swój  udział   w Falkonowej  arenie







Mój  przeciwnik  w  swojej  kolejnej  walce  pokonał    wieloletniego  mistrza  areny  tym samym   można  zaryzykować  stwierdzenie  iż   turniej  rozstrzygnął  się  w  półfinale  tam  bowiem   starli  się  dwaj   najpoważniejsi  pretendenci  do  tytułu  mistrza   areny.

   Sama  Falkonowa  arena  budzi  sporo  kontrowersje  wśród  moim  znajomych  trenujących   szermierkę.  Często  słyszę  że  nie  sprawdza  się  tam  tyle  umiejętności  szermierczych  co  ogólnie  robione  widowisko.  Fakt  można  mieć  pewne  zastrzeżenia  co  do reguł  punktowania.  Wyłączeniem  z  pola trafienia   głowy   jest  dość  logiczne  zważywszy  na  to  iż  nie  używa  się  tam  masek  szermierczych   wyłączenie  przedramion   wydaje  się  krokiem  idącym  ciut  za  daleko  sporo  technik   jest  skierowanych  na  przedramiona.   W  turniejach   Dawnych Europejskich  Sztuk  Walki  coraz  częściej  wyłącza  się  dłonie  ze  strefy trawień   chcąc  uniknąć   prostego   "polowania  na dłonie".  Na   arenie  Falkonu   nie  liczą  się  jeszcze  trafienia  w  łydki .  Ogólnie  chyba  rozumiem  zamysł  jaki  przyświecał   takim  zasadom   poza  względami  bezpieczeństwa   zapewne  organizatorzy  chcieli   wymusić  dłuższe  i   efektowniejsze  pojedynki.
 Reguły  priemują   dopracowany i  efektowny strój   gdyż  to  od  stroju   uzależniona  jest  liczba  punków  życia  (ilości trafień  po  otrzymaniu  których zawodnik jest  pokonany) .  Ponadto  trafianie  jednoczesne   są   liczone  pozytywnie   co  jest  dość  dość  kontrowersyjne.
      Wydaje  mi  się  iż   ocena   areny  przez   ludzi   związanych  z szermierką    w  dużej  mierz   wynika   podejścia   do   tegoż  turnieju.  Na  pewno  zawiedzie  się  ten  kto   oczekuje  typowego  szermierczego  na  pewno  będą  zawiedzenia  całym  turniejem   jednak   jeżeli  spojrzymy  na  to  bardziej  jak   swoiste  widowisko  gdzie   celem  jest  nie  tylko  zwycięstwo  ale  pokazanie   publiczności  efektownego  pojedynku .  Po  mojej walce   w  fazie  finałowej   inni  uczestnicy  areny  (a  byłem  wśród  finalistów  jednym z  dwojga  debiutantów)   wiele  osób  gratulowało  mi  świetnego  pojedynku   aktualny mistrz  areny  stwierdził  i  nasza  walka   była   najlepszą  technicznie  walką   na  arenie .   Generalnie  jestem  jednak  z  siebie  zadowolony   szermierkę  trenuje  dopiero  od  roku   jednak  miałem  okazje  zobaczyć  jak  wszystkie  te  treningi  przynoszą  efekt  w  mówiąc  najoględniej  formie  szermierczej  rywalizacji.

   Trzeciego  dnia  konwentu   całość  już  powoli    zamiera   tego  dnia  przyszedłem  już  w  normalnych  ciuchach  nie  chciało  mi  się  przebierać  w  strój  z  epoki.  Trochę  brałem  udział   w  luźnych  walkach  na  arenie    ku  mojemu  zaskoczeniu   podchodzili  do   mnie  ludzie  prosząc o  pokazanie  im  podstaw  szermierki .  Bardzo  fajne  i  bardzo  miłe  doświadczenie  gdy  ludzie  doceniają  umiejętności  i  chcą   by  im  pokazać  podstawy.  Ale    najciekawsze  miało  dopiero  nastąpić .  Mianowicie   pokazy  w  czasie  których  dane  mi  było zgłębić  tajemnice   alchemii  i ciskać  kulami  ognia .


Były  to  pokazy  prowadzone   przez  wolontariuszy z   Wolontariatu  Studenckiego   Projektor.  Jak  pisze    Justyna   jedna  z  wolontariuszek

",,Projektor- wolontariat studencki" jest wolontariatem dla studentów, którzy chcą pomóc dzieciom ze wsi i małych miejscowości a nie mają dostępu do takiego spektrum zajęć dodatkowych jak dzieci z miast. Jeździmy więc po wsiach i mały miejscowościach i prowadzimy z nimi zajęcia o różnej tematyce (kryminalistyka, robotyka, chemia, modelowanie balonów, gry i zabawy, biologia i wiele innych), pokazując im, że nauka nie musi być nudna, oraz to, jak można ciekawie spędzać wolny czas. Poszerzamy ich horyzonty mając nadzieję, że w którymś z nich zaszczepimy pragnienie rozwijania siebie przez próbowanie nowych rzeczy a może nawet uczenia ich innych"

Bez 2 zdań są to ludzie z pasją i zapałem

No i około 16 zakończył się XVII Festiwal Fantastyki Falkon ale zapowiada się niebawem kolejna ciekawa impreza mianowicie w wakacje Polcon będzie gościć w Lublinie . Mam nadzieje że i tam zaprezentujemy się jako grupa szermiercza ,

I na końcu chciałem serdecznie podziękować autorowi bloga "Hobbicim tropem" za świetne zdjęcia z areny

piątek, 23 września 2016

Wakacyjne zaległośći

Oj   dawno  nic  nie  pisałem.  To  były  jednak  bardzo  ciężkie  wakacje  musiałem  zmierzyć  się  z  prawem  handlowym(Na  UMCSie)  legendarnym egzaminem   na  o  którego  stopniu  trudności  krążą  legendy .  Na  szczęście    ciężka  praca  poparta  szczęściem  przyniosła  efekty  i  oto  jestem  już  studentem  5  roku .  Nie  znaczy  to  jednak  iż  malarsko  totalnie  próżnowałem.  To  i  owo  pomalowało  się   na  początku  lipca  i   we  wrześniu  po sesji  poprawkowej.  Zatem  do rzeczy

W  ostatnim  wpisie  prezentowałem   górskiego trolla  figurkę  bestii  do  Umbry Turris  od  Spellcrow.  Strasznie  spodobały  mi  się  modele  z  tej linii  toteż  postanowiłem  sukcesywnie  kompletować  bestie .  Kolejnym  stworem  po  kolejce  po trollu  był  Sasquatch  czyli   bestia  do  drużyn  dobrej  oraz  praworządnej  (warto  zapoznać  się  ze  specyficznym  sposobem  konstruowania  drużyny  w  Umbrze).  Sporo  zabawy  miałem  z podstawkę   jako  bazę  wziąłem  podstawkę  leśną  od  microart studio (microartstudio forest 50x50mm).  Żeby   futrzak  miał  stabilny grunt   wymodelowałem  nieco   przestrzeń  między  konarami  szpachlą  modelarską   a  następnie  po  przyklejeniu   modelu  dodałem  śnieg   gdyż  podstawka  była  fabrycznie raczej  w klimatach  wiosennego  lasu.  Po  jakimś  czasie  zdecydowałem  się  dodać  jeszcze  tarczę na  podstawce.



Pewnego  letniego  dnia  na  ścianie   domu  mojej  babci   zobaczyłem  piękny  pająka  krzyżaka   chyba  największy  jaki   kiedykolwiek  widziałem
I  właśnie   w  tedy  poczułem  inspiracje   siadłem  do  komputera  i zamówiłem  kolejną  bestię  do  Umbry  tym  razem  a  jakżeby  inaczej gigantyczny  pająk .   Dokupiłem  do  niego  podstawkę  microart  studio   tym  razem  przedstawiającą  zrujnowany  cmentarz. Całość  chciałem utrzymać  w  jesienno-horrorowych  stąd   dominacją  brązów  i  kościanej  bieli.  No  i  oczywiście   inspirowałem  się  uwiecznionym  na  fotce  pajączkiem.  Sporo  musiałem  się  nakombinować  z  tym jak posklejać  odnóża  by  pająk pomieścił  się  na  podstawce  (50x50).  Ostatecznie  zdecydowałem  się  na  pozę  pająka  unoszącego  się  do ataku  z  przednimi  odnóżami  wysuniętymi  do  przodu.  Efekt  również uważam za  zadowalający








No  i  tym  sposobem  moja  kolekcja  bestii  do  Umbry  jest  niemal  pełna  do  100%  tego  co  chciałbym  zebrać  brakuje   bestii  w  mojej  ocenie  najfajniejszej  czyli  olbrzyma.  Niestety  modelu  jeszcze  nie  ma  i raczej  szybko  nie  będzie.






Mimo  iż  umbra  daje  możliwość  tworzenia    drużyn  z  przedstawicieli  rożnych ras  postanowiłem  sklecić sobie  jedną  bandę  o  spójnej  stylistyce .  Tak  właśnie powstała  "Zielona  kompania"  drużyna  zielonoskórych   najemników   wspartych  górskim trolle  i  pieśniami  bojowymi  goblińskiego  skalda
Pomalowałem  też   2  nowe  krasnoludy  do  Umbry  Turris  trzeba  przyznać  że  Spellcrow  się   wyrabia  w  tworzeniu  figurek  bo   brodacze  prezentują  się  kapitalnie.  W  świecie  Umbry  krasnoludy  dzielą  się   na  2  szczepy   jeden  jest   ucywilizowany  i  zaawansowany  technologicznie   zaś  drugi szczep  z dalekiej  północy  to  lud  pół  barbarzyński.  Malowałem  właśnie   przedstawicieli szczepu  północnego   przywodzą  na myśl   warhammerowych  zabójców  trolli.  Zrodził  się  nawet  w mojej głowie  pomysł   złożenia   bandy  krasnoludów  do  Warheim  w  oparciu  o  modele  Spellcrow   ale  ciągle  jeszcze  bije  się  z myślami  w  tym  temacie



Choć  dominowała  Umbra   na  warsztat  trafiły  też  modele  do  innych  systemów.  Zostając  w krasnoludzkich  klimatach  pomalowałem  figurki  krasnoludów  miast  kuźni  do  Afterglow.  Bardzo  fajne  figurki z  licznymi  szczegółami  choć  nie  przeładowane  detalami.   Jest  to jednostka  podstawowa  miast kuźni  są  bardzo  zróżnicowani  gdyż  w  przeciwieństwie  do  tarczowników którzy  są   na poły  regularną  policyjną  formacją   zwykłe  krasnoludy  są pospolitym  ruszeniem  mieszkańców kuźni



Znalazło  się  też  coś  dla   odwiecznego wroga  krasnoludów   czyli  elfów..  Pomalowałem   kapitalną  figurkę   maga  dla  post-apokaliptycznych   efów  do  Afterglow.  Bardzo  podoba  mi się  sama  koncepcja  magii  w świcie  po  apokalipsie    klimat  tych nielicznych władających pradawną mocą  elfów  oraz   pomysł  elfki  idącej  z  magicznym płomieniem w  lewej  dłoni  a  automatem  w  drugiej .
No  i  na  sam koniec   wakacji  udało  mi  wreszcie  pomalować  zgromadzone  przeze mnie  figurki do warzona.  Siły  ekspedycyjne  korporacji  Bauhaus .  Nie  jest  to jeszcze  optymalna  armia  jaką  można by  grać  na turniejach  jednak   mam zamiar  powoli   te  siły  rozbudowywać






No  i  to by  było  na  tyle  teraz  pozostaje  coroczna  trudna decyzja  które  figurki zabrać  do  Lublina.  Ostatnimi czasy  grywam  głównie  w  afterglow  i umbrę   więc   to  pewniaka   zapewne  w  podróż  wyruszy  jeszcze  warzone i  pewnie   2  armie  do  DBA